W czerwonej sukni po rozwód

Dobre i długoletnie małżeństwa odchodzą do lamusa. Zabawy weselne nie są tak bardzo popularne jak.. imprezy rozwodowe. Targi ślubne, wieczorki panieńskie i kawalerskie to już przeszłość lub nudny rytuał teraz bowiem zapanowała moda na targi rozwodowe. Statystyki rozwodów pokazują, że coraz więcej z nas się rozwodzi a liczba rozwodów wrasta dwukrotnie szybciej niż ślubów. Według GUS-u w 2007 roku zanotowano aż 70 tys. w tym co piąty rozwód dotyczył małżeństw z 4-letnim, a co dziesiąty z zaledwie rocznym stażem.

Pierwsze party rozwodowe zaczął podobno organizować jeden z krakowskich klubów a obecnie biznes rozwodowy w Polsce nabiera coraz większego tempa. Jak szacują pracownicy tej branży, za kilka lat większość z nas będzie stać na konsultanta ds. rozwodów, który załatwi nam adwokata oraz lokal w którym zorganizujemy „wyczesaną” imprezę rozwodową z mnóstwem atrakcyjnych zabaw typu: strzelanie do zdjęcia byłej żony, bieganie po lesie i krzyczenie jakim to czarnym charakterem był nasz małżonek itd.

Firmy organizujące party rozwodowe przekonują rozwodników, że rozstanie wcale nie musi być smutne, przeciwnie może być okazją do niezłej zabawy, tańców do białego rana i świętowania „ponownego bycia singlem” jak reklamuje swoje usługi jedna z takich firm.

I owszem rozpad małżeństwa nie musi oznaczać końca świata, ale zawsze jest to przeżycie bolesne i nieprzyjemne. Jednak imprezy rozwodowe mają nam ponoć pomóc w tym niemiłym wydarzenie poprzez np.: wspólne palenie zdjęć ślubnych, oprawianie w ramki aktu rozwodu lub spuszczanie obrączek w … toalecie. Party rozwodowe rozmachem przypominają te weselne i tak na początku wita się rozwodników szampanem, potem następuje przecięcie kajdanek, którego dokonuje była małżonka, zamiast oczepin odbywa się spalenie aktu ślubu a na torcie rozwodowym jest przewrócona para małżonków lub jeśli ktoś woli silniejsze emocje, jest stojąca para młoda i o północy zaczyna się ścięcie figurki byłego męża lub żony. Temu wszystkiemu towarzyszy muzyka na żywo lub typu disco, są tez pokazy tańca go –go oraz są organizowane zawody na świeżym powietrzu typu: paintball i strzelanie do osób ubranych w koszulki z portretem byłego męża lub żony. I tak cieszymy się z odzyskanej wolności i radujemy się, że umiemy się rozstać z klasą. Czy aby jednak a pewno jest to rozstanie z klasą i szczera a nie udawana radość? Czy tego typu zabawy nie pokazują, że tak naprawdę w głębi serca mamy nadal złość, pretensje i żal do byłego małżonka? A śpiewanie: „On nie jest wart jednej łzy” lub „Wymienię Cię na lepszy model” nie świadczy przypadkiem o naszym nie pogodzeniu się z zaistniała sytuacją?

Owszem można poprzeć na imprezy rozwodowe poprzez pryzmat np.: kobiet, które latami żyły w toksycznych związkach i nie widziały szans na zakończenie małżeństwa a teraz się emancypują i potrafią powiedzieć: „Nie che się dalej męczyć, mam prawo do rozwodu” . Tylko czy potrzebne są to tego zabawy rozwodowe z byłym mężem lub bicie worka bokserskiego z jego wizerunkiem? Czy przypadkiem nie chcemy w ten sposób zapomnieć i nie przyznawać się do bólu i cierpienia, że się „nam nie udało”? Czy jest to nasza ucieczka od bolesnych przeżyć? Czy świętowanie niepowodzenia małżeńskiego jest rzeczywiście zabawne? Nie mamy się co oszukiwać rozwód zawsze jest bolesnym i niemiłym wydarzeniem w naszym żuciu, nawet jeśli czujemy ulgę, bo uwolniłyśmy od toksycznego mężczyzny. Jednak my ludzie XXI staramy się uczynić z rozwodu wesoła imprezę i za wszelką ceną chcemy wmówić sobie i innym, że rozstanie może być zabawne a palenie aktu ślubu świadczy o naszym humorystycznym i dojrzałym podejściu do rozstania.

Obrońcy imprez rozwodowych przekonują, że tego typu zabawy mają ułatwić ludziom zamknięcie pewnego etapu w ich życiu i rozpoczęcie nowego życia w myśl zasady „ Zamykam za sobą drzwi i idę naprzód”. Czy jednak rzeczywiście o to chodzi? Czy przekuwanie laleczki wudu, topienie obrączek ślubnych, palenie muszki ślubnej i wspólnych zdjęć jest wyrazem naszego poradzenia sobie z rozwodem?

Oszem party i targi rozwodowe przekonują nas, że możemy rozwieść miło i przyjemnie, dodatkowo my sami uważamy, że skoro jest nam żle z daną osobą to na pewno będzie nam lepiej z kimś innym, w innym miejscu itd. Nie bierzmy tylko pod uwagę, że wszędzie tam zabieramy siebie i owszem możemy zmieniać partnerów, miasta, domy i szaleć na kolejnych imprezach porozwodowych, ale jeśli my sami się nie zmienimy, nie popracujemy nad sobą i nie zadamy sobie pytania: „Co ja mogę zrobić by mojemu partnerowi było ze mną dobrze?” to będziemy powielać błędy z poprzednich związków. Mozę więc zamiast organizować wystawną i wystrzałową imprezę rozwodową, przemyślimy wszystko w ciszy własnego serce i damy sobie czas na oswojenie się z rozwodem i bólem po nim?